Posty

Kłamstwo

Mówi się, że ma krótkie nogi i za daleko na nim nie dojdziesz. Fakt. Mawia się też, że powiedziane 1oo x staje się prawdą. Poniekąd. Do mnie trafią jednak najbardziej to, że jedno kłamstwo sprawia, że zaczynasz wątpić we wszystkie prawdy, a ktoś kto wydawał się najbliższą osobą nagle staje się obcy.. Kłamstwo jest wpisane w życie, w ludzką naturę, a raczej kulturę, bo uczy się go od najmłodszych lat pod przykrywką bycia miłym i uprzejmym dla innych, kiedy czasem wcale takim nie chce się być; robieniem rzeczy niezgodnych z samym sobą tylko dlatego, że 'tak trzeba' i tego oczekują inni.. Dziecko rodzi się szczere i autentyczne. Jasno wyraża swoje niezadowolenie, radość, komunikuje potrzeby.. ale później zaczyna się kulturowa tresura - łamanie mu psychy manipulacjami, mniej lub bardziej świadomymi, ze strony opiekunów, innych ludzi, mediów, szkoły.. Zwykłe ignorowanie płaczu niemowlaka 'żeby nie rozpieścić' zaczyna go odcinać od własnych emocji, sprawia, że wątpi w swoją s...

Ból..

 Kiedyś ten fizyczny był nie do zniesienia. Wywoływał płacz, bunt i potrzebę ukojenia. Na zdarte kolanko pomagał 'magiczny plasterek' i troska mamy... Z czasem okazało się, że jest też gorszy rodzaj bólu - ten pochodzący ze środka, z emocji, z poczucia niesprawiedliwości, samotności, wstydu.. Niewidoczny, a jednak bardzo dotkliwy. Przez lata nieukojony bo czasy takie.. O emocjach raczej się nie mówiło, przynajmniej nie w moim domu. Trzeba było robić co należy, czasem dając się ponieść spontanicznej radości, ale miejsca na płacz 'bez powodu' już raczej nie było.  A czasem bardzo chciało się płakać..  Chciało się wtulić i poczuć bezpiecznie.. Chciało się nazwać emocje, które we mnie szalały powodując czasem histeryczne napady płaczu i śmiechu. Brak przyzwolenia na wyrażanie siebie powodował tłumienie emocji do wewnątrz. Na zewnątrz byłam grzecznym, miłym, dobrym i cichym dzieckiem choć w środku szalał emocjonalny armagedon.. W chwilach, gdy bolała dusza ból ciała często b...

Coś pozytywnego ♧

 Potrzeba pisania nachodzi mnie najczęściej wtedy, gdy w mojej głowie dzieje się myślowo-emocjonalny armagedon i pisząć składam myśli i uspokajam emocje. Gdy dzieje się dobrze, to staram się chłonąć te chwile, cieszyć nimi, regenerować siły i na pisanie wtedy natchnienia brak.  Postaram się jednak przemóc i zatrzymać tę chwilę, w której czuję utęskniony spokój ♧ Czuję, że dzieje się to, co ma się dziać. Nie jest łatwo, ale czuję Miłość do ludzi i od ludzi, którzy mnie otaczają. Wiem jak wielką jest siłą,  szczególnie wtedy, gdy wali się świat - motywuje, dodaje wiary, siły, nadziei.  Miłość dała siłę do walki Mojej Mamie, która po usłyszeniu diagnozy chciala poddać się na starcie. Jednak nasza reakcja nie pozwoliła Jej na to ♡ Teraz, po operacji, chemio- i radio- terapii można powiedzieć, że jest zwycięzcą ♡ a Jej bezwarunkowa miłość do męża i troska o niego dają z kolei Jemu siłę do walki ♧♧♧ Uczucie jakie ja dostaję od partnera, jest jak plaster na ból, albo wiatr ...

Hera

 Na początku wydaje się, że ma się nad tym kontrolę.. Że polatam trochę, a później odstawię.. Że teraz tego potrzebuję żeby życie bolało ciut mniej, żeby zdystansować się do problemów. Szybko To staje się problemem i uzależnieniem. Bez działki panaceum jest się na głodzie psychicznym i fizycznym. Odczuwa się ból, a wszystko co trudne przeraża jeszcze bardziej niż wcześniej. Tak zapewne jest z prawdziwą herą,  z narkotykiem, który szybko daje euforię i uzależnia praktycznie od pierwszego użycia. Później już nie daje wysokich lotów, ale bierze się go żeby poczuć się lepiej, na chwilę dobrze, żeby ukoić ból. Taką herą jest też miłość, szczególnie ta niezdrowa- budowana na emocjonalnych deficytach, przynosząca chwilowe ukojenie niezaspokojonych dotąd potrzeb. Uzależnia szybko i staje się zarówno zbawieniem jak i klęską. Często wiąże się ze współuzależnieniem biorcy i dawcy przynosząc jednej i drugiej stronie pozorne korzyści. Zabiera jednak autonomię i tworzy toksyczną symbiozę, w...

Ataki paniki

 Niestety powróciły..  W jednej chwili dopada mnie strach o wszystko czego na codzień staram się do siebie nie dopuszczać. Przyspiesza serce i oddech, robi się ciemno przed oczami, ciało staje się odrętwiałe, a w głowie dzieje się totalny armagedon.. Czuję, że znów odcinam się od siebie, że tracę kontakt z prawdziwym ja. Moja intuicja krzyczy, że dzieje się źle, a ciało jest jak sparaliżowane, nie mogę wstać, nie czuję zimna, bólu.. Nie umiem wyrwać się z tej matni, choć chwilowe ukojenie przynosi wsparcie partnera, wtulenie się w niego, rozmowa ♡ Ale ta relacja to rollercoaster, emocjonalna huśtawka - góra dół, uzależniająca heroina i traumatyczne przywiązanie..  Wiem, że z jednej strony leczę się Nim z wszystkich traum i lęków, że przerabiam je na nowo w bezpieczniejszych okolicznościach i to sprawia, że przestają boleć. Z drugiej czuję, że wchodzę w rodzinny schemat, we współuzależnienie i kolejną przemocową relację.. Nie chcę tego przede wszystkim z racji na  dzi...

M jak Mama ♡

 Odkąd pamiętam Mama miała wobec mnie oczekiwania, które rozmijały się z moim usposobieniem, predyspozycjami i temperamentem. Kłóciłyśmy się o to w co mam się ubierać, jak zachowywać, z kim zadawać, jakich przedmiotów uczyć i jaki wybrać zawód. Nie lubiłam jej nerwowości, przypodobywania się innym, dbania o pozory i traktowania mnie jak maskotki żeby się mną pochwalić przed innymi. Miałam wtedy wrażenie, że nie liczę się ją i moje potrzeby, a że to inni są ważniejsi i trzeba ich zadowalać. W wieku lat naście narósł we mnie bunt. Z czwórkowo - piątkowej grzecznej i posłusznej, nieśmiałej, a wręcz zahukanej córeczki i uczennicy z pierwszej ławki stałam się zbuntowanym rebeliantem omijającym szkołę szerokim łukiem.. Wpadłam w towarzystwo, z którym zakazane było mi się zadawać, ledwo zdawałam z klasy do klasy, piłam i wykłócałam się o moją niezależność. Testowałam miłość moich rodziców, gdyż czułam, że jest ona warunkową, a nie takiej chciałam.. Towarzystwo, którym początkowo się zachł...

Blizny

 Czas goi rany, ale czasami zabliźnia te, które nie zostały wystarczająco oczyszczone i mimo, że na zewnątrz wszystko wygląda cacy, to wewnątrz toczy się stan zapalny.. Takie podgojone rany przypominają o sobie w różnych momentach, czasem wystarczy je drasnąć, aby zaczęły boleć na nowo.  Trigerują mnie na pozór nieszkodliwe sytuacje, coś co po innych spłynęło by jak po kaczce u mnie wywołuje szereg skojarzeń i często psychozy.  Staram się nie spychać tych negatywnych emocji tylko przepracować je na nowo, oczyścić się ze skojarzeń i wygoić wreszcie dawne rany. Tłumaczę sobie, że teraz okoliczności są inne, że na więcej rzeczy mam wpływ i że nic już mi nie zagraża. Dopuszczam do siebie trudne emocje i wspomnienia, pozwalam sobie je odczuć i oswoić. Nie walczę z nimi i nie zagłuszam. Akceptuję. Choć był czas, że dawałam im upust poprzez wsciekłość i (auto)agresję. To takie wewnętrzne katharsis, które ostatecznie leczy to co nieprzepracowane.  Mówi się, że pół życia naby...

Siła

 Czym dla mnie jest siła? Niepoddawaniem się, gdy sprawy nie idą tak jak sobie wymarzyliśmy. Jest wolą życia. Niekończącym się dążeniem do urzeczywistnienia swoich marzeń. I podnoszeniem się z desek o własnych siłach, gdy życie zaserwuje knockout.. Źródłem siły może być miłość bliskich osób i miłość do tych osób. Pasja, ambicja, chęć posiadania, udowodnienia czegoś sobie lub innym. A w zależności od tego, skąd czerpiemy motywację, może to być niekończące się źródło mocy lub też takie, które szybko wyschnie.. Można czerpać z różnych źródeł, tak aby w razie czego zastąpić jedno innymi, ale to najbardziej trwałe pochodzi chyba z nas samych. To taki wewnętrzny głos, który czasem każe się nam mocno wkurzyć na to w czym tkwimy i motywuje do zmiany. Gdy motywacja pochodzi tylko z zewnątrz, to stajemy się zależni od zmiennych czynników, na które nie mamy wpływu - relacje mogą się skończyć, dzieci dorosnąć, bliscy odejść.. A 'wszyscy inni', którym chcemy 'coś udowodnić' tak na p...

Blogoterapia

 Pisanie od zawsze przynosiło mi ulgę. Najpierw pamiętników, kalendarzy, później bloga. Był to pewien rodzaj terapii - dialogu samej ze sobą dającego możliwość poskładać skłębione myśli w logiczną całość. Jako młoda mama pisałam blog o mojej córeczce z nadzieją,  że zostanie pamiątką ma zawsze, jednak przepadł w internetach, a szkoda.. Teraz po latach wracam do uzewnętrzniania swoich myśli, bo przynosi mi to ulgę i czasem jest wsparciem dla osób, które mierzą się z podobnymi problemami. Mi też daje to wsparcie, że nie jestem sama. Miłe słowo od nieznanej wirtualnej osoby daje czasem tak wiele.. ♡ Chciałabym kiedyś napisać książkę, uporządkować swoje przemyślenia na tyle, aby nadać im jasny cel i kierunek, aby zostawić coś po sobie i być dla kogoś inspiracją i wsparciem. Parę lat temu wiele w mojej głowie poukładała książka Iwony Polis 'Pamiętasz Ją?', książka pisana sercem, może ciut chaotyczna jednak szczera do bólu i dająca do myślenia na temat związków, uzależnień, macierzy...

Alko i inne używki

 Niby wszystko jest dla ludzi tylko liczą się proporcje. Dla niektórych alkohol to nie ucieczka przed problemami lecz trunek pozwalający delektować się chwilą - dobrej jakości i pity z umiarem. Gorzej, gdy granice zdrowego rozsądku zacierają się, gdy inne rzeczy przestają być ważne, gdy coś w środku gniecie tak bardzo, że szuka się tylko ulgi i chwili zapomnienia.  Tylko, że problem wcale nie znika. Za to pojawiają się kolejne.. długi, psychozy, wyrzuty sumienia, wstyd, ból. I jeśli wtedy nie znajdzie się antidotum, innego sposobu na ukojenie wewnętrznej rozpierduchy to zaczyna się tonąć. Mimo genów i nieidealnego wzorca w rodzinie zapach wódki wywołuje u mnie odruch wymiotny. Na szczęście (w nieszczęściu) kojarzy mi się ona tylko z problemami - ze zmianą zachowania ukochanego taty w kogoś nieprzewidywalnego i obcego, z utratą kontroli i świadomości i konsekwencjami tego stanu.. Co innego wino. Smakuje mi, odpręża, usuwa blokady w mojej głowie, znieczula, pomaga błogo zasnąć. ...

T jak tata..

 Wiem, że gdyby ta relacja była prostsza to i całe moje życie takie by było. Wiem, że mając akceptację, Miłość i bezpieczeństwo od tak ważnej osoby w życiu dokonywałabym lepszych i zdrowszych życiowych wyborów.. Jednak prosto nigdy nie było. Były za to zmiany nastroju, alkohol, agresja, ciche dni... Brak poszanowania moich granic. Z drugiej strony były też wycieczki, wygłupy, wspólna pasja - miłość do zwierząt.. W moich oczach był najbardziej zaradnym, odważnym, pomysłowym i zabawnym człowiekiem. Nie było rzeczy, której by nie naprawił, jedzenia, którego by nie przyrządził. Potrafił przychylić nieba, aby już za chwilę zmienić twarz i stać się kimś zupełnie innym... Nigdy nie usłyszałam od Niego, że jestem kochana i wystarczająca. Byłam za to porównywana, poniżana, lekceważona. Mimo wszystko czułam Jego miłość doszukując się jej w spojrzeniu czy uśmiechu.. Często budził strach. Postawiłam się mu  dopiero w wieku mocno dorosłym, gdy wyżywał się słownie na mojej mamie, a ja czuła...

On(i)

 Pojawił się w moim życiu, gdy najbardziej tego potrzebowałam. Ukoił ból przeszłości i ten, z którym wówczas przyszło mi się zmierzyć - pierwsze dzielone wakacje, a tym samym pierwszy miesiąc bez moich dzieci... Miłość jaką we mnie wtedy obudził dodała mi ogrom siły, pewności siebie i wiary w lepsze jutro. Nigdy wcześniej nie czułam się tak wysłuchana, zrozumiana i... bezpieczna, choć daleko mu do oazy spokoju. A jednak to w tych wytatuowanych ramionach czułam się jak w domu, w tych szalonych oczach widziałam troskę i dobro, a Miłość z Nim rozpuściła we mnie wszystkie blokady.. Zaimponował mi swoją siłą, bo zniósł w życiu to co mi wydawało się nie do przeżycia - stratę wszystkich bliskich i wolności na długie lata.. Ta siła udzieliła się też mi w czasie kiedy byłam jej totalnie pozbawiona. Te wakacje miały być nie do przeżycia, a na pewno nie na trzeźwo, bo totalnie nie radziłam sobie z tą sytuacją - z rozpadem rodziny, dzieleniem wakacji, samotnością i poczuciem bycia zbędną. No i...

Demony..

 Istnieją w moim umyśle odkąd pamiętam. Nie dają spać, beztrosko cieszyć się życiem, dopadają w różnych momentach bez zapowiedzi.. Próbowałam z nimi walczyć, uciekać przed nimi, choć ostatnio staram się je oswoić. Są częścią mnie, mojego życia więc powinnam je zaakceptować.  Demony mają różne złowrogie twarze, są szydercze i zachłanne. Mają nade mną kontrolę i sprawia im to radość, daje poczucie siły. Potrafią zepsuć najpiękniejszą chwilę, podważyć niejedną relację, przełączyć mnie w sekundę z beztroski na psychozę.. Część z nich to chyba traumy pokoleniowe, niesione w genach nierozwiązane problemy przodków, ich lęki, słabości i cierpienia. Inne powstały, gdy przekroczone zostały moje granice, a właściwie to zostały one zdeptane, zburzone, staranowane.. Staram się odbudowywać je krok po kroku, cegiełka po cegiełce - już nie tylko dla siebie lecz dla moich dzieci, aby przerwać powielany schemat. Nie godzę się na brak szacunku, przemoc w żadnym jej wydaniu, ignorancję, wykorzyst...

Antidotum

 To co od zawsze przywraca spokój mojej duszy to kontakt z naturą - fauną i florą z dala od cywilizacji. Uwielbiam włóczyć się po bezdrożach w towarzystwie mojego rudego kompana na czterech łapach. Wtedy jestem jak on - osadzona w tu i teraz, nie liczy się przeszłość, ani niepewna przyszłość. Jest chwila obecna - jej zapach, kolory, dźwięki, doznania. Taki spacer to reset dla mojej głowy i emocji. Uwalnia napięcie, pomaga złapać dystans do problemów, przywraca wiarę w swoją siłę i sprawczość.  Potrzebuję czasem pobyć sama, poskładać myśli, przeanalizować sytuacje.. Ale to co pomaga najbardziej to zajęcie się kreatywnym ogarnianiem przestrzeni wokół mnie - znajdowanie nowego zastosowania starym rzeczom, przemeblowania, zmiany aranżacji. Najlepszą przestrzenią do tego jest mój ogród, który obecnie bardziej zamienił się w ranczo za sprawą dwóch kózek, trzech kurek, trzech kaczek i również trzech przepiórek. Tam jestem w pełni sobą, bez presji i poczucia płynącego czasu. Często ni...

Na rozstaju dróg...

 Coś się kończy więc i coś zaczyna..  Prawdopodobnie tak, lecz gorzej jak kończy się prawie wszystko co twoje i znane, wszystko co cię określa jako człowieka, wszystko co kochasz i czemu poświęciłaś/eś większość swojego życia. Można wtedy stracić grunt pod nogami. Można zacząć wątpić w sens tego wszystkiego. Można się po prostu bać. Tak boję się. Przyszłości czającej się za rogiem - obcej, brutalnej, zachłannej, takiej co odbierze mi moje świętości.. A co mogę stracić? Rodziców, którzy synchronicznie przygarnęli 'uszczypliwe zwierzątka', ukochane dzieci - sens mojego życia, które postanowił ode mnie odsunąć pan- jeszcze- mąż w obrzydliwie perfidny i zakłamany sposób, pracę - jeśli batalia rozwodowa przybierze na sile.. Teoretycznie powinnam też coś zyskać, ale tu jakoś czarna plama. Pewnie kolejne życiowe doświadczenia.. pewnie twardszy tyłek, a może nawrót depresji, która ostatnim razem przykuła mnie do łóżka na kilka długich, zimnych miesięcy.  Wychodziłam z niego po to...